when there's no freaking cardiac output!

wtorek, 17 grudnia 2013

krótko, lecz treściwie

Obchód.

pacjentka: panie doktorze, panie doktorze!
dr: nom?
pacjentka: doktorze!
dr: tak?
pacjentka: ale czy ja będę jeszcze żyła?!
dr: aż do śmierci proszę pani!

niedziela, 15 grudnia 2013

piątek trzynastego

Niby zwykły dzień, lecz i tak wszyscy modlą się w duchu by przeżyć go bez trwałego uszczerbku na zdrowiu. Dla mnie zaczął się najzwyczajniej w świecie. Zwlekłam się z łóżka, odbębniłam poranny schemat niezbędnych czynności, wyszłam z domu pięć minut wcześniej niż zwykle, ponieważ założyłam buty na wyższym obcasie, w których ciut wolniej mi się chodzi i na luzaku skierowałam się w stronę przystanku.

sobota, 30 listopada 2013

3:00

Nie wiedziałam, że o trzeciej nad ranem można spotkać aż sześć policyjnych patroli w obrębie ścisłego centrum w ciągu 10 minut i sznur dwudziestu kilku taksówek podjeżdżających jak na taśmie produkcyjnej w wielkiej fabryce, które czekały na wstawionych imprezowiczów.

niedziela, 17 listopada 2013

czy to ty, czy to ja?

Nie ogarniam. Tyle się ostatnio dzieje, że totalnie nie nadążam za rzeczywistością. Praca, dom, dom, praca, impreza, znajomi, znajomi, impreza ... s-e-e-e-n ... i tak w kółko. Nie to, że narzekam albo jest mi z tym źle, choć wciąż poranna pobudka mnie dobija. Sęk w tym, iż po intensywnym tygodniu (pisząc intensywnym mam na myśli taki naprawdę mocny medyczno-prawniczo-politechniczny fun), kiedy wreszcie łapię chwilę tylko dla siebie i znajduję czas na zwolnienie tempa wolę posiedzieć, i luzacko włączyć wewnętrzny proces rozmyślania oraz rozkmin wszelakich zamiast ożywiać życie w sieci. No zwyczajnie musicie mnie zrozumieć. ;)

czwartek, 7 listopada 2013

dzień za dniem

Ostatnio moje życie toczy się dzień w dzień tak samo (wyłączamy weekendy - to chyba oczywiste:P). Budzik dzwoni punkt 5:25. O 5:30 zwlekam swoje cztery litery z łóżka. Po omacku przenoszę się do kuchni. Woda, czajnik, gaz, kawa. Śniadanie jem w pracy, bo o tak chorej godzinie jaką jest 5:30 nie jestem w stanie przyjmować pokarmów stałych. O 6:15 wychodzę z domu. Na 6:40 jestem w pracy. Punkt 7:00 rozpoczyna się raport. Spóźnienia nie są mile widziane.

poniedziałek, 28 października 2013

cytryna

Jakiś cham i prostak zarysował mi samochód. Gwoździem/śrubą/kluczykiem/cholera go wie czym. Mam rysę na jakieś 7 cm długości i lakier zdarty do blachy. Do ży-wej bla-chy! I okropnie to rzuca się w oczy, i godzi w moje poczucie estetyki, i w ogóle wygląda paskudnie... Normalnie szlag mnie trafił w chwili, w której dokonałam tego makabrycznego odkrycia. Mam już w głowie niecny plan na zbrodnie doskonałą (inspiracje czerpałam z zajęć na sądówce) i z zimną krwią ukatrupiłabym gościa, który mi to zrobił gdybym tylko wiedziała kim on jest. Heh... 

***

wtorek, 22 października 2013

poranne pogawędki

xy: mała, jakoś inaczej dziś wyglądasz... (mina w stylu rozkminy roku)
ja: że niby zauważyłeś?
xy: inna fryzura?
ja: nie
xy: zmieniłaś kolor włosów?
ja: pudło
xy: nowy szpitalny fartuch?
ja: chłopie no, weź się wysil choć raz
xy: heh, poddaję się i wywieszam białą flagę
ja: umrzesz w niewiedzy

5 minut później

koleżanka: cześć mała!
ja: siemka :)
koleżanka: ooo, nowy cień do powiek! faaajny ^^

Na twarzy kolegi xy malował się mord w czystej postaci. xD 

czwartek, 17 października 2013

daily routine

Nadal mam fazę na miniaturowych ludzi. I z dnia na dzień wciągam się bardziej, i bardziej, i bardziej. I mogę robić więcej, i więcej, i więcej. ;D Generalnie podoba mi się bardzo, mam swoje stałe obowiązki i nuda mi nie doskwiera.

poniedziałek, 14 października 2013

chrzest

Dyżur. Badam sobie "swoje" dziecko. Czyli myję łapki, zakładam rękawiczki, sprawdzam monitor, otwieram inkubator, mówię cześć maluszku, przykładam stetoskop i w miarę możliwości słucham jak najuważniej się da, i na tyle długo na ile pozwoli mi dziecko. Potem główka i brzuszek, ewentualnie buzia, i koniec. Siadam przy biurku i notuję parametry. 

poniedziałek, 7 października 2013

minis

Wychodzę rano z domu jest minus dwa-trzy stopnie, para bucha z ust, chłód doskwiera. Gdy wracam z pracy nagle jest plus piętnaście, jarzy słońce (i chwała za to!) i jest zdecydowanie za ciepło na sweter oraz płaszcz. Ubiorę się za lekko - marznę rano. Ubiorę się za grubo - prażę się popołudniu. Tak źle, tak niedobrze. Nie dogodzi mi.

czwartek, 3 października 2013

praca

Dzień pierwszy upłynął pod flagą papierologii. Podpisanie umowy, program stażu, jakaś śmieszna obiegówka, skierowania, mega ważne szkolenie behape i takie tam. Trochę pobiegaliśmy po budynku, zlokalizowaliśmy szatnię, odebraliśmy klucze do szafek, odwiedziliśmy magazyn z ciuszkami i każdy z nas poszedł w swoją stronę by przywitać się z ordynatorem swojego oddziału.

niedziela, 29 września 2013

nowy rok szkolny ;D

Pierwsze koty za płoty! LEK zdany. Jest dokładnie tak jak się spodziewałam wychodząc z sali egzaminacyjnej. Teoretycznie punktów powinno mi wystarczyć, ale jak to ujęła moja koleżanka konkurencja nie śpi i nigdy nie wiadomo czy kochany Bartosz nie poskąpi rezydentur, dlatego podejdę znów w lutym by móc spać spokojnie. Najważniejsze, że mam komfort psychiczny pozytywnie zaliczonego podejścia i choćby się świat walił, i palił to po skończonym stażu dostanę pełne PWZ :P

niedziela, 22 września 2013

lekKO

Nie wiem czy było LEKko. Na pewno było lekko dziwnie. Przyznaję z ręką na sercu, że nie zakuwałam do niego maksymalnie długo i intensywnie. Zwyczajnie szkoda mi było ostatnich tak długich wakacji. Potraktowałam go jako swego rodzaju rozgrzewkę i rozbieg do lutowego podejścia. 

Egzamin jak egzamin. Pupy nie urywał. Zadbaliśmy o adekwatny wizerunek: panie - eleganckie kostiumy i stukające o parkiet szpilki, panowie - białe koszule, finezyjne krawaty, garniaki oraz wypastowane buty (choć zdarzyły się też i dresowe stylizacje). Słowem Francja - elegancja i tap madl w każdym calu.

poniedziałek, 16 września 2013

stu-dying

Się uczę. Staram się przynajmniej. Obecnie wertuję notatki i testy, bo czasu mało by czytać wszystko od początku. Z domu nie wychodzę, ponieważ pogoda wybitnie nie sprzyja. O zgrozo - nawet na piffo nikt nie chce się spotkać, bo lek już za parę dni, a tobie browara się zachciało! No to mi się odechciało.

środa, 11 września 2013

niebieska książeczka

Dziś nadszedł wielki dzień w moim jakże krótkim życiu. A przynajmniej w teorii wielki był, gdyż specjalnej uroczystości izba mi nie raczyła wyprawić. Nikomu gali nie urządziła ani nawet pamiątkowej słit foci nie chciała pstryknąć (a sąsiednia izba link do zdjęć na fejsa wrzuciła! i gdzie tu sprawiedliwość?^^). Zwyczajnie kazali przyjść bez żadnych fajerwerków - w zależności od przydzielonego szpitala w konkretny dzień tygodnia by dopełnić formalności.

sobota, 7 września 2013

siedzi na schodach

W sumie to nie wiem czemu ludzie nie chcą udzielać innym pierwszej pomocy. To znaczy może i wiem, ale wolałabym by jednak to nie była prawda (tu odsyłam do Grzegorza Nowaka - w pełni podzielam jego zdanie). Przykład powinien iść z góry, lecz jak pokazują wydarzenia z ostatnich dni takowego przykładu brak. Cała sytuacja jest zwyczajnie przykra. Znieczulica wydaje się opanowywać społeczeństwo.

wtorek, 3 września 2013

2/3

Wrzesień się zaczął i 2/3 wakacji minęło zanim się spostrzegłam. Na fejsie od kilku dobrych dni większość znajomych rozgłasza wszem i wobec, że zaczęła się intensywnie uczyć do LEKu, dlatego błyskotliwie stwierdziłam, że faktycznie nadszedł już czas by poważnie zająć się tematem. 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Apotheke

Miasteczko, w którym przebywałam jest dość popularne wśród zagranicznych turystów. Na każdym kroku można było usłyszeć mix najróżniejszych obcych słów, a widok nie-białego koloru skóry i jednolitych par wcale nie wywoływał taniej sensacji czym byłam naprawdę mile zaskoczona. Czuć było, że kurorcik z niegdyś zaściankowego zrobił się lekko europejski. A to cieszy. 

Tak się złożyło, że musiałam się wybrać na wycieczkę do miejscowej apteki. Stanęłam grzecznie w kolejce i chciałam zatonąć w rozmyślaniach, ale nie było mi to pisane. Przed moimi oczami rozgrywała się międzynarodowa scenka. 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Polacy na wakacjach

Jeśli ktoś mi jeszcze raz powie, że Dworzec Zachodni PKS w stolicy jest czysty i ładny to mu zafunduję wizytę u okulisty, i jeśli zajdzie taka konieczność również ewaluację zdolności do podejmowania w miarę obiektywnych decyzji. Takiego syfu dawno nie widziałam. 

Ledwo postawiłam na nim nogę, a od razu natknęłam się na pana z wytatuowanymi kreskami na oczach, który zaprosił mnie do degustacji wysokoprocentowych alkoholi nieopatrzonych banderolą. Bukiet smaku miał być jedyny i niepowtarzalny. Szał na dzielni. Nie skusiłam się. Stchórzyłam i wolałam nie ryzykować wzrokiem, bo i tak ślepa jestem :P 

środa, 7 sierpnia 2013

urlop

I nadszedł ten długo wyczekiwany moment w moim życiu. Moment, który na pewno zapisze się w mojej pamięci. Czas na ostatnie studenckie (a w zasadzie po-studenckie) wakacje. 

Z sieci nie znikam, lecz szczerze wątpię bym znalazła czas na wrzucenie tu czegokolwiek. No dobra - może i czas bym znalazła, ale blogowanie mi teraz zupełnie nie w głowie, bo co innego zaprząta obecnie moje myśli.

wtorek, 6 sierpnia 2013

balowałabym

Drugi całkowicie weselny weekend za mną. Niestety tym razem nie miałam okazji wejść w posiadanie welonu, lecz mimo to imprezę zaliczam do baaardzo udanych. Zwłaszcza pod względem nowo zawartych kontaktów. ;)

czwartek, 1 sierpnia 2013

shopping

Byłam na zakupach. Cel szczytny - sukienka, która nadawałaby się i na letnie wesele, i na wyjście gdzieś wieczorem, i ewentualnie do pracy pod fartuch. :P Przeceny są, rozmiarówka też jest (tzn są rozmiary malutkie i bardzo duże - tych po środku nie ma, ale mnie akurat to nie przeszkadzało), więc nic nie stało na przeszkodzie by wyruszyć w miasto na podbój galerii.

wtorek, 30 lipca 2013

hothothot!

W temperaturach jakie gościły u nas podczas minionego weekendu mój mózg zdecydowanie odmawia mi posłuszeństwa. Przybiera konsystencję martwicy rozpływnej i wycieka z czaszki. Kap, kap, kap. Zupełnie tak jak szybko topiące się lody w rączce małego bejba, który nie nadąża z ich lizaniem. Białko w organizmie mi się ścina, płyny wygotowują, a wola przeżycia paruje z powierzchni ciała znikając w niebycie... 

Dziś jest inaczej. Chłodniej. W powietrzu czuć nadchodzący deszcz. Pojawił się delikatny wiatr, który z godziny na godzinę nabiera mocy. Taka cisza przed burzą.

PS. @Emka - where are you? Wytłumacz się proszę!

środa, 24 lipca 2013

sekcja

Wstaję sobie kulturalnie z łóżka, słoneczko przebija się przez zachmurzone niebo, humor mi dopisuje, a robotnicy szpachlują rytmicznie mój blok. Jest git. Przemieszczam się w stronę kuchni, pyk - woda na kawę nastawiona, pyk - ulubiona filiżanka wyciągnięta i przygotowana do przyjęcia ukochanego napoju, pyk - sprawdzam telefon czy aby przypadkiem ktoś do mnie nie napisał. I czytam: 

 dziecko - przygotuj jakieś szmaty, zrobimy dziś sekcję

sobota, 20 lipca 2013

perfekcyjna pani domu

Robotnicy mogą mi naskoczyć! Niech sobie wiercą ile chcą, niech się tłuką, niech śpiewają o ruskich bandytach i Pszczółce Mai. Niech nawet wznoszą toasty na rusztowaniu sięgającym czwartego piętra tuż przed 7:00 rano! Bo ja, proszę Szanownych Państwa, wygrzebałam z otchłani swojej kosmetyczki stopery do uszu i w końcu się wysypiam! Szkoda, że mój osobisty przebłysk geniuszu nie nawiedził mnie wcześniej, ale lepiej późno niż wcale. :P

wtorek, 16 lipca 2013

good morning

Wakacje są, a ja nadal mam traumatyczną pobudkę za free i wyspać się jak porządny człowiek po przejściach nie mogę. Nie ma za grosz sprawiedliwości na tym świecie!

wrrrrr... wrrrrrrrrr.... WRRRRRRRRR!!!

Ignoruję. Jest tuż po 7:00. Przewracam się na drugą stronę twarzą do ściany. Staram się zasnąć.

stuku-puku! stuku-puku! bum-bum-bum!

Nakrywam łebek poduszką przekręcając się na brzuch. Kocham spać na brzuchu. Gdy byłam w gimbazie, to przeczytałam w pewnej mądrej gazecie, że jak się na nim leży, to on w magiczny sposób sam sobie ćwiczy mięśnie i dzięki temu się chudnie. :D To kolejna rzecz (zaraz po świątecznym jedzeniu wędrującym w cycki), w którą ślepo wierzę mimo całego durnoctwa jakie w sobie zawiera. :P 

środa, 10 lipca 2013

słoiki

Od pewnego czasu moje osiedle przechodzi lifting. Najpierw była masowa wymiana okien na klatkach schodowych. Potem ich malowanie. Następnie modernizacja balkonów. Teraz padło na ocieplanie i zmianę kolorystyki wielkiej płyty. Aktualnie ekipa dopadła mój blok. 

Nie będę narzekać ile kurzu przez to jest. Że pylicy można się nabawić. Że styropian unosi się w powietrzu i najlepiej w ogóle okien nie otwierać. To wszystko powszechnie wiadomo. Skoro remont jest to i syf musi być. Proste? Proste.

niedziela, 7 lipca 2013

robocza sobota

8:30 wstajemy! Cały dom na nogach. Rodzice zdają się być bardziej poddenerwowani moim zbliżającym się odpowiedzialnym zajęciem niż ja sama. Z każdej strony padają rady i wskazówki. 

mama: dziecko pamiętaj, że masz się uśmiechać
tata: i staraj się nie tłumaczyć zbyt dosłownie, bo wiesz, że tak się nie da

mama: no i nie pij, bo będziesz w pracy!
tata: gdy złapiesz odpowiedni flow to zobaczysz, że przestaniesz czuć się jakbyś była w pracy

mama: i dzwoń jakby coś się działo
tata: nie dzwoń, duża jesteś

sis: a przywieziesz mi trochę ciasta? ;D

środa, 3 lipca 2013

inglisz ti!

Jest ciepłe popołudnie. Siedzę sobie z książką na kolanach i popijam pyszną czarną herbatę. Nic nie burzy mojego spokoju. Nikt nie zawraca mi głowy. Sielanka. Jak zwykle święty spokój miałam do czasu.

dryń, dryń! dryń, dryń!

ja: taaak?
xy: no siema! co tam?
ja: nic tam, a u ciebie?
xy: no w zasadzie też nic
ja: to spoko
xy: nom

wtorek, 2 lipca 2013

izba

Po powrocie do mojego ukochanego miasta i wniesieniu wszystkich rzeczy do mieszkania stwierdziliśmy z rodzicami, że spokojnie mogłabym pretendować do nagrody Zbieracza Roku. Jest tego tak masakrycznie dużo, że chyba nie będę w stanie rozpakować wszystkiego i zwyczajnie po porządnej segregacji zniosę część swojego dobytku do piwnicy. Poleży z rok, góra półtora i ponownie ujrzy światło dzienne w momencie wyprowadzki z domu rodzinnego. Innego wyjścia nie widzę. No chyba, że nagle w magiczny sposób powiększy nam się metraż. ;)

piątek, 28 czerwca 2013

friends

Tym razem to nie ja wracałam w porze pośniadaniowej do domu. Dziś to ode mnie ludzie wyruszali w swoich kierunkach. Najedzeni, nawodnieni mocną małą czarną, trochę niewyspani, ale za to w świetnych humorach i z pozytywnym nastawieniem do bezsłonecznej rzeczywistości. Lubię takie poranki. I to nic, że zarwaliśmy noc Że neonowy lakier na paznokciach ucierpiał, bo nie chciało nam się iść do kuchni po otwieracz do butelek i kombinowaliśmy jak sobie bez niego poradzić. Że trzeba na cito ogarnąć mieszkanie, bo syf jest niemiłosierny. Liczy się to, że impreza pożegnalna się udała! Bardzo ^^

czwartek, 27 czerwca 2013

może usiądziemy?

Matko, te internety mnie przerażają. Jednak 2:00 w nocy to nie jest odpowiednia pora do przeglądania yt. Obczajcie filmik! Najpierw myślałam, że to tak dla jaj, bo zbliżeń na ten konkretny element budowy ludzkiego ciała jest sporo. Potem, że może jest to dobre na kręgosłup, bo siedzi się prosto, coś tam się odciąża i w tym kierunku powędrowała moja rozkmina. 

środa, 26 czerwca 2013

to uczucie, gdy uratujesz człowieka

Jeśli jeszcze nie widzieliście to gorąco zachęcam. Jeżeli chcecie zobaczyć jak może przebiegać niespodziewana i teoretycznie prosta życiowa sytuacja, która może przytrafić się każdemu z nas to nie wahajcie się spróbować. Macie szanse sprawdzić czy dacie sobie radę. Co prawda to tylko sieciowe realia, lecz lepsze takie niż żadne. Co innego suche informacje przeczytane w podręcznikach, a co innego udział w interaktywnych symulacjach.

wtorek, 25 czerwca 2013

cheers!

To tak. Wesele było fantastyczne! Na całą imprezę przesiedziałam może ze trzy kawałki, bo albo coś jadłam, albo musiałam się napić. Całość była doskonale zorganizowana, jedzenie było przepyszne, towarzystwo idealnie zgrane i potrafiące się cudownie bawić. Śmiało mogę powiedzieć, że my - młodzi - rozkręcaliśmy zabawę i mimowolnie wyciągaliśmy na parkiet starszych gości. :)

czwartek, 20 czerwca 2013

welon-melon

Wczorajsze hen party przebiegło według planu. Wyszło wszystko, co sobie założyłam. Jedzenia nie zabrakło, wody nie zabrakło, gości nie zabrakło, czyli było cacy. Jako główny organizator musiałam być w miarę ogarnięta i odpowiedzialna, ponieważ pozostałe uczestniczki pozwoliły sobie na totalny luuuz, a w zasadzie na jeszcze większy luuuz niż przewidywałam. Dzień po, czyli dziś koło południa miałam spakować rzeczy w samochód i wyruszyć w podróż do domu, dlatego też byłam jedną z trzeźwiejszych bab na imprezie, i o dziwo dobrze mi z tym. ;D 

Aktualnie na tapecie jest dwudniowe wesele. Kreacje zakupione. Dodatki prawie wybrane. High heels są. Ba! Nawet torebka się bezproblemowo znalazła! Fryzurę ćwiczę jutro. Słowem - znów szykuje się mega biba. ^^

Do wszystkich, którzy mają jeszcze sesję - uczcie się! A ja z przyjemnością wypije Wasze zdrowie! xD 



wtorek, 18 czerwca 2013

line up

To taaak... Wypadałoby się trochę ogarnąć. Imprezowanie dzień w dzień jest dość męczące. I pożera masę środków z konta. Alkohol i chipsy to zuooo! --> to taka przestroga; gdyby ktoś chciał pójść w moje ślady proszę pamiętać by nie zabierać ze sobą karty tylko jakąś konkretną porcję gotówki, ponieważ wgląd w historię transakcji potrafi przyprawić o ból głowy, a na to nawet pwe z glukozą nie pomoże. Dziś mam dzień wolny, za chwilę idę pobiegać korzystając z okazji, że nie pada i nie jest duszno.

Egzamin z chirurgii śpiewająco zdany. Wbrew krążącej opinii test nie należał do przyjemnych, mało się powtórzyło, w zasadzie to garstka. Na mojej sali asystenci pilnowali nas chyba nawet bardziej niż na sądówce, a tam było już jak w wojsku. Z perspektywy czasu jestem dumna z tego, że pocisnęłam podręcznik, bo gdybym bazowała tylko na testach to bankowo wylądowałabym w grupie 'szczęśliwców', którzy mieli przywilej dłuższego obcowania z tym przedmiotem. 

czwartek, 13 czerwca 2013

freedom!

Właśnie tak wyglądałam dziś przed 10:00, gdy odszukałam swój numer indeksu na liście wywieszonej w gablocie z wynikami z chirurgii! Tak - tak! Dokładnie identycznie jak na obrazku - skoczyłam z radości z triumfem w głosie mając daleko gdzieś, iż:

a) jestem w szpitalu i wypada być cicho,
b) w bliskiej odległości jest sporo chirurgicznych pacjentów i wypada być cicho,
c) tuż obok tablicy ogłoszeń zaczyna się magiczna przestrzeń AiIT i tym bardziej wypada być cicho.

Ale co tam! Today is the day!




Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za kciuki i podtrzymywanie na duchu! Jesteście mega! <3


PS. Ebe pamiętałam o lotku, kupon skreśliłam, dziś losowanie, czekam na szóstkę :P

wtorek, 11 czerwca 2013

szybki update!

- laryngi zdane :)
- oko zdane :))
- praktyczny, a w zasadzie ustny (bo pacjenta nie dane było mi zobaczyć ani dotknąć) egz z chirurgii zdany :)))

Jutro final battle o godzinie 10:00! Upraszam o kciuki i pozytywne wibracje, i w ogóle wish me luck, bo wiedzy to ja za dużej nie posiadam, i przewiduję, że skończy się to jednym wielkim totolotkiem ;D


I śpiewamy razem proszę Szanownego Państwa! 


niedziela, 9 czerwca 2013

sms

Dziecko! 
Miłej i spokojnej ostatniej studenckiej niedzieli.
Ucz się!
życzą Mamusia i Tatuś :)


I jak tu ich nie kochać? xD

czwartek, 6 czerwca 2013

dzień minus sześć

Został jeden egzamin do zdania. Jeszcze tylko chirurgia i nastąpi tak długo wyczekiwany koniec. Co prawda do tej pory nie mamy wyników z laryngologii, a rezultatów z okulistyki możemy się spodziewać w przyszłym tygodniu, gdyż do sprawdzania prac nie wiedzieć czemu zabiorą się dopiero w weekend (czyżby mieli  tak dużo pracy w tej swojej cudnej klinice?). Niemniej jednak na dzień dzisiejszy nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłabym mieć cokolwiek w plecy. Jak będę nie daj Boże miała to wtedy będę się martwić. Nie dziś. Dziś żyję skąpana w błogim poczuciu zbliżającej się wolności.

wtorek, 4 czerwca 2013

wanna be my lover?

fejsbuk

xy: znalazłem nam pracę marzeń!
ja: że niby lepszą niż rajska wyspa i 150 tysi zielonych?
xy: jaaasneee
ja: to zarzuć linkiem!
...
xy: i co mała myślisz?
ja: no to raczej, że aplikujemy! i telefon dają gratis! xD

poniedziałek, 3 czerwca 2013

bzdynku-dryng!

Bzdynk! Ohooo, fejsbuk obwieszcza, że nadeszła nowa wiadomość. Jednak nawet nie chce mi się ruszyć szanownego tyłka z łózka by zobaczyć o co chodzi. Brnę więc dalej przez podręcznik do oka totalnie niewzruszona. 

Bzdynk! Ohooo, druga! Czy doczekam się kolejnej? Mija może z półtorej minuty i ... bzdynk! Jest i trzecia! Kto da więcej? :P Chyba wypada sprawdzić co się dzieje... Ale zostało mi raptem trzy strony do końca rozdziału to może jeszcze chwilę z tym poczekam.

niedziela, 2 czerwca 2013

dzień minus dziesięć

Końcówka studiów oprócz tego, że jest wypełniona gorączkowym przerzucaniem stron w podręcznikach, dzierganiem testów, lataniem za wpisami w indeksie (niedługo zacznie się horror z obiegówkami) i robieniem fotek do dyplomu okazała się być również obfita w niespodziewane nocne wypady bez konkretnego celu. Pogoda się poprawiła (od wczorajszego popołudnia nie pada!), aura mocno sprzyja - aż grzechem byłoby nie skorzystać z tak zachęcających do zabawy okoliczności. 

Więc... let's have some fun! :)



piątek, 31 maja 2013

w czerczu

Ostatnie niedzielne przedpołudnie. Kościół. Ksiądz, który jest lekko natankowaty, aczkolwiek zupełnie nieszkodliwy i klątwa mu nie groźna. Przy bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje. Ot, taki starszy, czarujący i uprzejmy pan. 

Kiedyś zaspałam na "swoją" mszę i tak się złożyło, że trafiłam na kolejną celebrowaną przez niego. Pamiętam jak się strasznie zirytowałam, gdy grzmiał z mównicy używając natankowej retoryki i składni. Mówił wtedy chyba o szóstym przykazaniu i co drugie zdanie wtrącał wiedz, że coś się dzieje patrząc takim hmm... obłędnym wzrokiem skopiowanym zapewne z ytube'a. Jego target odbiorców w 95% składa się z osób w wieku mooocno zaawansowanym, reszta to takie sieroty z przypadku jak ja, więc akurat wtedy przestroga o stosowaniu tabsów, wpadkowej ciąży pozamałżeńskiej i straszeniu piekłem na nic się zdały.

Tak czy siak - od tamtej pory wyczaiłam mniej więcej jego rozkład kazań i z biegiem czasu stałam się fanką numer jeden. Gość co ma teksty czasami - głowa mała! ;D

wtorek, 28 maja 2013

ostatnie

Ostatnie studenckie ćwiczenia za mną.
Ostatnia studencka lista obecności.
Ostatnie studenckie wejście na blok.
Ostatnia studencka przerwa na kawę.
Ostatnie studenckie ploty na tarasie widokowym.

Ostatnie słowa prowadzącego skierowane w naszą studencką stronę:

To co? Następnym razem widzimy się już po doktorskiej stronie mocy!

Sześć lat za mną, pełne dwanaście semestrów. Niezliczona ilość godzin nad książkami. Pierwszy fartuch i burgundowe słuchawki (miały być malinowe, ale na polskim rynku wtedy jeszcze nie były dostępne). Mierzenie  temperatury, ciśnienia, zabawa glukometrem, zastrzyki, samodzielne wkłucia, koślawo założone szwy i ten ogromny banan na twarzy po pierwszej udanej intubacji.

niedziela, 26 maja 2013

kocham Cię Mamo!

Za każdym razem, gdy oglądam ten filmik dostaję gęsiej skórki i przypominają mi się obrazy z dzieciństwa. Poranne (znienawidzone do tej pory) wstawanie, spakowane śniadanie do szkoły, wspólne spędzanie czasu, odprowadzanie na próby, słowa otuchy i nieustanne kibicowanie we wszystkim, co robię. Jak to dobrze, że Ona zawsze jest przy mnie :)


Dzięki Mamo!  




piątek, 24 maja 2013

okay, okay

Dziś będzie krótko, gdyż czuję się lekko zirytowana. A w zasadzie to trochę bardziej niż lekko. Ale do rzeczy.

Proszę Szanownych Państwa uzyskanie 90% na rakowym egzaminie przyjemnie i czule połechtało moje ego oraz kojąco wpłynęło na ambicjonalne podejście do życia, czyli kolokwialnie mówiąc zrobiło mi dobrze. Lecz nie może być w życiu tak słodko i miłe, ponieważ byłoby zwyczajnie zbyt nudno, a ludzie uśmiechaliby się non stop jak świat długi i szeroki.

czwartek, 23 maja 2013

chore zdrowie

Zdrowie publiczne to było zło i zmora czwartego roku. Jednak tegoroczne zajęcia kontynuacyjne tegoż badziewnego przedmiotu to już totalne zło zła i dno dna. Taki twór 2in1. 

Myśleliśmy (albo przynajmniej ludzie w swej naiwności podobni do mnie), że po zaliczeniu ćwiczeń i uzyskaniu pozytywnej oceny będziemy mieć to z głowy. Lecz okazało się niedawno całkiem, że jesteśmy w taaakim błędzie. No i jutro piszemy test. By żyło się lepiej!  

wtorek, 21 maja 2013

pięknie jest

Bardzo przyjemny egzamin. Uśmiechnięta i wyluzowana Profesor spacerująca po sali. Fajny test. Mnóstwo czasu. Generalnie mogłam się tyle nie uczyć i wyskoczyć nad jezioro w miniony weekend! Przynajmniej bym się ładnie opaliła! A tak to wiedza zostanie mi w łepetynie i perspektywa bycia bladą jak córka młynarza na zbliżającej się wielkiej rodzinnej imprezie. :P

Ale jak już sobie tak czytałam, układałam w głowie, powtarzałam i wyobrażałam różne rzeczy to wrócił do mnie jak bumerang syndrom studenta trzeciego roku. Mianowicie po kolei diagnozowałam u siebie to, co w danym momencie przerabiałam. Ominęła mnie chyba tylko prostata i jądra ;D Śmiechowo w sumie, gdyż po tylu latach myślałam, że już mi przeszło.

sobota, 18 maja 2013

in n out

Wszystko jest ciekawsze od onkologii. Dosłownie wszystko. Jak ktoś jest w podobnym stanie znudzenia co i ja to niech się nie waha, i szybciutko klika w breathing game. Jest to tak samo fascynujące jak co poniektóre podręczniki, liczenie baranów, układanie pasjansa, gapienie się w ścianę czy cokolwiek innego wam przychodzi na myśl. Jedyny haczyk tkwi w tym, że to my sami jesteśmy pacjentem i tak trochę głupio pozwolić sobie na zejście po pięciu minutach grania. ;D

I mój ulubiony komentarz: I gave up and let myself die, otherwise I would have never gotten out of that coma.

czwartek, 16 maja 2013

kansers

Nauka do onkologii nie sprawia mi ani odrobiny przyjemności. Nawet tyci tyci. Czytam i czasami nie wiem co czytam. I to nie dlatego, że się skupić nie mogę czy coś, tzn. standardowo po pewnym czasie bujam w obłokach i rozmyślam Bóg wie o czym, ale that's not my point w tym momencie. 

środa, 15 maja 2013

sleeping beauty

Śpię. Bo noc jest to śpię. W miarę logiczne, prawda? Dzwoni telefon.

dryń, dryń, dryń

Olewam, bo w końcu nie muszę odbierać w nocy. Poza tym nie był to dzwonek ani mamy, ani taty, ani przyjaciółki, więc nic ważnego nie zwiastował. Fakt, że zasnęłam dość wcześnie, a w zasadzie to padłam ululana przez książkę do onkologii, no ale przecież nie zrobiłam tego specjalnie. :P 

poniedziałek, 13 maja 2013

perfect!

Poniedziałek. Jest po 9. Zdołałam wmusić w siebie pół jogurtu naturalnego. Nienawidzę ustnych egzaminów. Ubrałam sukienkę przed kolano, wymalowałam usta, ogarnęłam włosy. Już byłam przy drzwiach wyjściowych, gdy uświadomiłam sobie, że na początku bloku z psychiatrii poinstruowali nas, żeby jednak trzymać się długości minimum do kolan i nie szaleć z makijażem. No to się cofnęłam, usiadłam na 10 sekund by nie zapeszyć, zmieniłam sukienkę na przepisową, zmyłam szminkę i wybiegłam z mieszkania. 

niedziela, 12 maja 2013

everybody does karaoke!

Dystans do siebie, radość z życia i darmowe paliwo - takie rzeczy tylko w ju-es-eju! Oglądamy! ;D




I komentarz z jednego z serwisów: "Przy naszych cenach paliw, żadna stacja tv nie odważy się na takie coś..."

sobota, 11 maja 2013

sajkajatri

Wkuwanko do egzaminu pełną parą. Czytam sobie zeschizowany skrypt trzymając różowy marker w jednej łapce, w drugiej zaś mojitową puszkę blacka. Wprowadzam do pamięci krótkotrwałej słowa klucze i rozwinięcia ingliszowych skrótów. Systematycznie wywalam zwroty, których pod groźbą kary śmierci nie będzie mi wolno wypowiedzieć w obecności profesora dzięki Bogu za fejsikową siatkę wywiadowczą! I z każdym kolejnym odfajkowanym pytaniem uświadamiam sobie, że paranie się humanistyką to jednak nie moja bajka. Zdecydowanie bardziej wolę konkrety, a takie psychiatryczne lanie wody zwyczajnie mnie męczy i usypia :P 

Ale cóż zrobić - jak trzeba to trzeba. Bo... jeszcze 32 dni i będę wolna! Yay!





wtorek, 7 maja 2013

im lovin' it



Po prostu kocham swoją uczelnię! A w zasadzie to szaleję na punkcie (nie)zdrowej katedry. Na miesiąc przed końcem studiów wymyślili sobie, że zrobią test zaliczeniowy dla całego roku, mimo że zaliczenie na koniec ćwiczeń już pisaliśmy - z oceną żeby było śmieszniej.

poniedziałek, 6 maja 2013

ryli?!

Zajęcia z paczania. Podpieram ścianę i staram się oddychać w miarę regularnie, i spokojnie, i myśleć o czymś przyjemnym, bo doktor akurat wesoło majstruje igłą przy oku starszej pani. Takie tam spuszczanie płynu z przedniej komory by obniżyć ciśnienie śródgałkowe (czytaj: oko wycieka!). 

Wszystko mogę znieść (nawet poćwiartowane zwłoki na zajęciach z sądówki to przy tym pikuś), ale jest mi autentycznie niedobrze, gdy ktoś komuś robi dziwne rzeczy z oczami. Sama mogę sobie dłubać/dotykać/płukać/wyciągać masę rzeczy z oka, ale jak jestem świadkiem tego typu sytuacji u innych, to momentalnie mnie mdli, uderza mnie fala gorącego powietrza znad Sahary i widzę ciemność. W sumie nie wiem dlaczego tak reaguję, lecz tak jest i muszę z tym żyć. Jakoś. 

piątek, 3 maja 2013

mądrość ludowa...

... zawsze prawdę ci powie! 



W ramach dzisiejszego święta taka tam kartka z kalendarza. :) Zapisać, zapamiętać i nie grymasić w przyszłości, że się nie wiedziało, i o matko z córką - help mi plis, gdyż ignorantia iuris nocet!* ;D


*nieznajomość prawa szkodzi

czwartek, 2 maja 2013

piątek, 26 kwietnia 2013

aaa kotki dwa

Mogę znieczulać! Zdałam anestezję! I jest cudnie, i pięknie, i świat od razu wygląda o niebo lepiej! To tyle w temacie :) Spadam świętować sukces! ;D

Fuck yeah! 


środa, 24 kwietnia 2013

dialog miesiąca albo i roku

Mogłam nie odbierać - wiem. Mogłam najpierw zobaczyć kto dzwoni - wiem i to. Ale jak zwykle na ślepo podniosłam słuchawkę. Kiedy ja się nauczę, że należy czytać nazwę wyświetlaną na ekranie...

(...)
xy: bo ty to zawsze taka niezależna jesteś
ja: i?
xy: i nic tylko książki, przyjaciele, imprezy
ja: i?
xy: a co z naszymi dziećmi?
ja: że co proszę?
xy: no dziećmi!
ja: nie mamy dzieci
xy: ale będziemy mieć
ja: ja pieje, chyba na mózg ci się rzuciło
xy: ale mała, nie możesz mnie przecież zostawić! choćby z uwagi na dzie-ci!
(...)

Dalszy ciąg wypowiedzi sobie daruję. Naprawdę starałam się używać kulturalnych i dopuszczalnych zwrotów, bo wychodzę z założenia, że nie ładnie tak zaśmiecać sobie język, lecz z ogromną przyjemnością walnęłabym mu w łebek tak by zobaczył wirujące gwiazdy. Nie czaję czemu do niektórych nie docierają proste słowa. I jak można podnosić argument o nieistniejącym potomstwu? Jeszcze ok - gdyby to był 5 letni chłopiec z bujną wyobraźnią bawiący się w dom - spoko. Ale kurczę to jest niby dorosły facet! I to nie jest dzień czy dwa po rozstaniu - to już jest dość spory kawał czasu. W sumie to zakrawa nawet na jakieś zaburzenie psychiczne - chociażby osobowości czy coś. Dziwne to wszystko jest, a w zasadzie bardziej chore niż dziwne... 

wtorek, 23 kwietnia 2013

linia życia

Wracam do domu po zajęciach, które trwały całe 45 minut. To znaczy gdyby doliczyć "lekkie" opóźnienie to teoretycznie byłyby o wiele wiele dłuższe, ale nie będę się czepiać. Przynajmniej nie dziś. ;)

Maszeruję sobie w rytm muzyki płynącej z empeka i widzę, że w moim kierunku zmierza cyganko-wróżka. Już raz mnie jedna taka dopadła, ale wtedy niedoświadczona byłam i dałam się naciągnąć na dwa zeta. Człowiek młody był (i jest:P) to i głupi. Cóż zrobić. ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

ajjj

Jeśli spadać to tylko z wysokiego konia. Uczyłam się ładnie, czytałam i czytałam (fakt, że nie zdążyłam  przebrnąć przez wszystko, ale 90% miałam zrobione). Przejrzałam obowiązujące schematy, obczaiłam pytania z zeszłych lat, nagryzmoliłam nawet odręczne notatki. Wyspałam się i zjadłam pożywne śniadanie. Nastawiłam pozytywnie do tego co mnie czekać miało i wybiegłam z domu z uśmiechem od ucha do ucha. 

piątek, 19 kwietnia 2013

soł łot?

Lojalnie uprzedzam - post może być chaotyczny. 

Ale mnie wkurza ludzkie ograniczenie. Pewnie sama też w niektórych aspektach mam klapki na oczach i wąskie horyzonty - zwłaszcza literackie, lecz akurat nie o takie horyzonty mi się rozchodzi. 

Wyszłam na miasto ze znajomymi (konkretniej ze znajomymi koleżanki, bo znałam tam tylko ją, reszta była brand new). Ostatnio moi przyjaciele ciągną mnie wszędzie gdzie popadnie wychodząc z założenia, że nie można teraz zostawić mnie samej i trzeba pilnować. Nie przeczę - do pewnego momentu było to urocze, lecz obecnie już mi się deczko nudzi. ;D 

środa, 17 kwietnia 2013

polszczyzna

Dziś na lekcji języka polskiego w wydaniu naszego społeczeństwa nauczyłam się nowych słówek: nyje mnie oraz panienka. Jest tego oczywiście o wiele, wiele więcej, a nawet tak dużo, że mogłabym wydać książkę objętościowo większą niż Bochenek, lecz skupmy się na tych dwóch konkretnych.

--> nyje mnie - w zależności od miejsca wypowiedzenia tego zwrotu znaczy coś zupełnie innego;

  •  i tak - na chirurgii to synonim wyrażenia: mam nudności
przykład z życia:
x: mówie ci, ale mnie nyje od samego rana...
y: a rzygać będziesz?
x: nie, przynajmniej nie teraz

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

ogłoszenia parafialne

Welcome back! :)

Musiałam się ewakuować. Historia zatoczyła koło. Kiedyś zmieniłam platformę, teraz ograniczyłam się tylko do zmiany adresu i mam nadzieję, że to wystarczy. Przynajmniej na jakiś czas. Choć obawiam się, że to nie koniec moich kłopotów wynikających z toksycznej znajomości.

Nie ma to tamto - ja to zawsze się w coś nieodpowiedniego wpakuję... ;> Ale prawda ludowa głosi, że co nas nie zabije to nas wq*rwi wzmocni, więc nie jest źle. ;)

Oprawa graficzna i powrót do starej kolorystyki najmniej mi teraz zaprząta myśli. Aktualnie egzamin z anestezji jest important'niejszy i wokół tego kręcić się będzie moje życie przez najbliższy tydzień. :P Może z czasem (czytaj bliżej majówki, choć wtedy będę wkuwać do ustnego z sajkajatri, także to takie trochę niepewne jest;) ogarnę archiwum i udostępnię choć część ze starych postów. 

Stałych Bywalców przepraszam za zaistniały burdel. Wici porozsyłałam i ufam, że każdy zainteresowany tu powolutku trafi.

Stay tuned!

new old me - the ambu girl :P

niedziela, 14 kwietnia 2013

wiosna rozkwitły bzy!

Brzozowy koszmar powrócił ze zdwojoną siłą. Zaczęło się wczoraj z samego rana, gdy zachciało mi się wyjść na zewnątrz i oficjalnie rozpocząć sezon joggingowy. Piękna pogoda, pełnia słońca, cieplutko, więc nawet moje wrodzone lenistwo musiało zdezerterować, Optymistycznie wyleciałam z domu przed 9:00 zapuszczając ulubioną empetrójkową playlistę i ... 

piątek, 12 kwietnia 2013

i puuufff!

Ciemnia. Drzwi są otwarte, więc do pomieszczenia wpada sporo światła. Wchodzi pacjent. Pan 60+ w pasiastej szpitalnej piżamie. Ciekawie się rozgląda i lustruje rozszerzonymi źrenicami tłumek gapiów, czyli nas - studentki. Doktor coś tam o nim opowiada, starając się streścić nam historię choroby. Wtem w słowo wpycha mu się zniecierpliwiony gość:

pacjent: łooohooohooo! dobrze, że te szpitalne spodnie nie mają guzików!
my: ?
pacjent: bo gdyby miały już dawno wystrzeliłyby jak z procy na wasz widok! buahaha dobre, nie?





wtorek, 9 kwietnia 2013

psychiatria dzień 4

Mój pacjent był dziś w wyraźnie gorszej formie. Nie przespał nocy, był niespokojny i drażliwy, pielęgniarce odmówił zjedzenia śniadania, zgodził się przyjąć leki pod warunkiem uzyskania świętego spokoju, który niechcący mu zakłóciłam. Na mój widok ostentacyjnie zakrył się kołdrą po sam czubek głowy. o.O

Ok, ja mam czas. I tak wcześniej się nie urwę z zajęć, więc co mi zależy - posiedzę sobie, bo nie mam gdzie się podziać przez następną godzinę. Minęła minuta, minęły dwie, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. Przecież nie zmuszę go do rozmowy. Nie ma ochoty gadać - trudno, ja sobie w obserwacjach zawsze coś tam napiszę.

niedziela, 7 kwietnia 2013

party hard!

Ciut z opóźnieniem, ale musiałam trochę odespać - proste, nie? ;)

Genialny metek z genialnymi ludźmi w genialnej atmosferze! Wybawiłam się za wszystkie czasy, wytańczyłam się, że ho ho (ściślej mówiąc nadrobiłam cały post), rozluźniłam się totalnie i jestem happy. Dziesięciocentymetrowe szpilki mnie nie zawiodły. Nie zabiłam się w nich (a tego bałam się najbardziej), nie mam odcisków ani pęcherzy, nie połamałam sobie swoich pożal się Boże kończyn dolnych - pełen sukces. :)

piątek, 5 kwietnia 2013

także tego...

pielęgniarka podczas zbierania wstępnego wywiadu:

p: jaki jest pani stan cywilny?
pacjentka: wdowa
p: yhm, mąż żyje?
pacjentka: ...

                    
To pewnie wszystko przez tę pogodę. Mózgi bez słońca przestają przetwarzać i analizować informacje. Styki na złączach już dawno nie działają, kompatybilność z otoczeniem leży i kwiczy, a aktualizacji warunków atmosferycznych z adekwatną astronomiczną porą roku jak nie było tak nie ma, dlatego też jesteśmy zmuszeni funkcjonować w starej wersji zima_2012. Niech ten śnieg już sobie pójdzie w cholerę. 

środa, 3 kwietnia 2013

Dośka!

No jak tak można ja się grzecznie pytam?! Bardzo Cię proszę zrób coś* bym mogła legalnie wejść, rozgościć się jak dotychczas, usiąść wygodnie z kubkiem kawy w łapce i sprawdzić co tam u Ciebie ciekawego słychać. Bo dziś na ten przykład o mało na zawał nie padłam, gdy mi wywaliło takie brzydkie kuku na monitorze. A chyba nie chcesz się przyczynić do znacznego pogorszenia jakości moich poranków, co? ;>

*podeślij mi mailowo właściwą kombinację literek z łaski swojej ;)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

już po

Święta dobiegły końca. Dałam się ponieść kuchennej energii produkując w tym roku trzy babki wielkanocne, dwa makowce (tak, tak, sama mieliłam mak!) i dwa serniki z rodzynkami. Mazurek też był, lecz wyszedł tak przeraźliwie słodki, iż osobiście nie byłam w stanie zjeść więcej niż jeden malutki kawałek. ;D 

Zły 'ludź' zabrał mi godzinę snu zmuszając do przestawienia zegarka nad czym bardzo ubolewam. Śniegu miałam i mam po kokardę. Królika ulepiłam, w poniedziałek porzucałam się nawet śnieżkami w ramach modyfikacji tradycji śmigusa-dyngusa. I to żadna ściema z okazji prima aprilis! Prawda najprawdziwsza :P

sobota, 30 marca 2013

wesołego!




Kiepska jestem w składaniu jakichkolwiek życzeń, więc pozwolę sobie posłużyć się zamieszczonym wyżej obrazkiem ;)

środa, 27 marca 2013

oglądamy!

Z zamieszczonego niżej odcinka dowiemy się m.in., iż:

- Mojżesz to konfident,
- Chrystus Stwórcą jest,
- Barabasz robił bara-bara,
- w Wielką Noc urodził się Ktoś,

- w Wielki Czwartek była ostatnia wigilia, na której Judasz zrobił imprezę (mój osobisty faworyt),
- Wielki Tydzień to Tydzień Paschalny tudzież Advent (pewnie zależy od regionu - proste, nie?), 
- góra na Gie to Giewont (logiczne w sumie).


źródło: matura to bzdura


P.S. Uwielbiam się tak pusto dowartościowywać od czasu do czasu trafiając na tego typu perełki. ;D

poniedziałek, 25 marca 2013

peozet

w pewnej przychodni czekając przed gabinetem na przybycie swojego doktora 

x: panie, ja teraz wchodzę
y: myli się pan, bo ja
x: chyba pana pogło za przeproszeniem
y: że co proszę?
x: jam tu od rana, kolejke se wystołem
tłum: taaa taaa był tu
y: ale ja mam proszę pana numerek na godzinę
x: po moim trupie! ja żem był pierwszy
y: teraz jest moja kolej, pan patrzy: numerek jest, godzina jest, wchodzę ja
drzwi do gabinetu się otwierają i słychać: następny!
panowie ruszyli równocześnie i zaklinowali się w drzwiach
x: idź pan w cholerę, doktór mnie woła
y: ja byłem zarejestrowany!
x: ale ja mom zawał!!
y: a ja numerek!
x: a ja mom dwa zawały! o!
dr: o.O



Boshe... stężenie testosteronu na korytarzu sięgnęło pewnie górnej granicy normy albo ją przekroczyło. Swoją drogą dobrze, że nie doszło do większych rękoczynów i na przepychankach się skończyło.

piątek, 22 marca 2013

psychiatria dzień 3

ja: dzień dobry panu!
pacjent: bry... to pani...
był wyraźnie niepocieszony moim widokiem
ja: co u pana dziś słychać ciekawego?
pacjent: źle jest, jest źle, źle jest panienko
ja: a czemuż to tak?
pacjent: a kosztowała pani cokolwiek z tego, co nam kuchnia serwuje tu?
ja: nooo nie miałam jeszcze tej przyjemności
pacjent: więc mnie pani nie zrozumie! <foch>
ja: ?
pacjent: no głodny jestem! wam lekarzom to wszystko trzeba tłumaczyć jak prostemu chłopu ze wsi, normalnie kawę na ławę trzeba wykładać, nic nie łapiecie!

I w tym przecudnym momencie pacjent się na mnie wypiął, tzn. przekręcił się na drugi bok dając mi tym samym wyraźnie do zrozumienia, że bez porządnej drożdżówki rozmowy nie będzie.

Zanotowałam sobie więc: zawsze mieć coś słodkiego w kieszeni fartucha. ;D

środa, 20 marca 2013

psychiatria dzień 2

Dziś nie będzie o moim pacjencie. Dziś będzie o Patryku. Patryk tak na prawdę nie nazywa się Patryk, dostał taki przydomek* zaraz po tym jak ujawnił swoje zamiłowanie do zielonego koloru. Uwielbia nosić dresy w odcieniu skąpanej w deszczu wiosennej trawy, wybiera tylko neonowo-zieloną kredkę, kiedy przyjdzie mu coś narysować, żywo reaguje na osoby mające jakikolwiek element garderoby w tej barwie. No i ma dość głęboki autyzm (a to już kolorowo nie wygląda). Generalnie Patryk przebywa w domu doglądany przez rodzinę. Jest w niezłej formie, uczęszcza na terapię, podobno robi jakieś tam postępy. Wszystko pięknie, ładnie, większych kłopotów z nim nie było. Do czasu.

Tak się złożyło, iż z racji wieku zaatakowały go hormony. A w zasadzie burza hormonów. Zrobiły mu niespodziewany desant (taaa niespodziewany.... dojrzewanie dopada każdego) rozwalając poukładany i w miarę sprawnie funkcjonujący organizm. Testosteron zaczął bulgotać niczym zawartość wulkanu i od czasu do czasu nasz pacjent wybuchał niekontrolowanym atakiem agresji. Rozwalał wszystko co spotkał na swojej drodze łącznie z samym sobą. I tym oto sposobem znalazł się w szpitalu. 

Zupełnie nieświadoma historii chłopca (i w ogóle jego istnienia) przechadzałam się po oddziale w oczekiwaniu na rozpoczęcie swoich zajęć. Idę, idę, idę, rozmyślam nie wiadomo o czym (w sumie to chyba zastanawiałam się co zrobić na obiad, ale mniejsza z tym), gdy naglę słyszę:

- aaaaaaaaaaaa
- Patryk wracaj!
- aaaaaagrhhhhhhhhh

Skamieniałam, asekuracyjnie przykleiłam się do ściany i zdążyłam tylko odwrócić głowę by dostrzec, że z prędkością światła przez całą długość korytarza biegnie metr osiemdziesiąt chłopa wymachującego kończynami w nieskoordynowany sposób, a za nim ze stoickim spokojem w oczach podąża pan pielęgniarz. Momentalnie w głowie zaświeciła mi się animowana chmurka z migoczącym napisem wtf?!

Rzut oka na prawo, rzut oka na lewo - czysto? Czysto. Można odkleić się od ściany, uff... Minęły może ze 2-3 sekundy, które osobiście wydały mi się wiecznością, a w czasie których zdołałam się otrząsnąć ze stuporu i wrócić do rzeczywistości. Choć przyznam się, iż byłam tym wszystkim lekko oszołomiona. Spoko, widocznie takie rzeczy się zdarzają, w końcu ten szpital ma prawo mieć deczko odmienną specyfikę, czyż nie? 

Po skończonych zajęciach już bardziej ostrożna namierzyłam wzrokiem uspokojonego młodzieńca siedzącego na fotelu wyłożonym materacami. Wpatrywał się w jeden punkt ufiksowany gdzieś w przestrzeni i miarodajnie kiwał się w przód, i w tył uderzając przy tym plecami o miękkie oparcie. Obok niego niestrudzenie stał pan pielęgniarz pilnując by chłopiec przypadkowo się sam nie uszkodził. 

Wychodząc ze szpitala z nieustannie migającym Patrykiem przed oczami przypomniała mi się mała panda bujająca się na koniku. Porównanie dość kiepskie i może nawet lekko nie na miejscu, lecz doskonale odzwierciedla dzisiejszy widok. Straszny widok... Psychiatria to zdecydowanie nie moja bajka. 





to taki skrót myślowy pewnego doktora, który skojarzył to sobie z dniem Św. Patryka, kiedy to Irlandczycy przebierają się w zielone wdzianka i paradują po ulicach --> tak na wypadek gdyby ktoś nie zaczaił ;) 

poniedziałek, 18 marca 2013

psychiatria dzień 1

Dostaliśmy przydział pacjentów, którymi powinniśmy się zajmować, rozmawiać i doglądać ich przez cały ponad dwutygodniowy okres bloku. Ok, spoko. Istotą zabawy jest fakt, że nie mamy dostępu do historii choroby oraz innej cennej dokumentacji i nie wiemy co im dolega. Owszem, jest coś takiego jak karta obserwacji pielęgniarskich, ale oprócz powodu przyjęcia czy tam wpisów w stylu noc przespał dobrze, leki przyjmuje pod nadzorem nie ma tam w sumie niczego ciekawego. Obowiązującą zasadą jest housowskie credo everybody lies i tego mamy się trzymać.

Krążę sobie między piętrami i staram się zlokalizować oddział, na którym przebywa mój pacjent. Niby wskazówki dostałam i teoretycznie wiem gdzie iść, lecz wszystkie drzwi są pozamykane, przy każdym wejściu czatuje klucznik i nie tak łatwo dostać się do środka (nie wspominając już o wydostaniu się na zewnątrz). Koniec końców trochę mi z tym wędrowaniem schodzi. Ale jest, udało się! Znalazłam salę, pukam, grzecznie wchodzę do środka i w głowię zgaduję do którego łóżka powinnam uderzyć by od razu trafić. Po 5 sekundach dziecinnych wyliczanek skapitulowałam. Wszyscy wyglądają podobnie, mimika twarzy to dla nich chyba zupełnie obca bajka. Szary tłum... Nic to, skoro intuicyjny plan A nie zadziałał, wdrożymy plan Be i też będzie.

ja: dzień dobry, szukam pana iks
cisza...
ja: pan iksiński?
cisza...
ja: który z panów to pan iks?
cisza...

Dobra, pal licho, totalnie mnie zignorowali. Przeżyję. Czas na plan Ce. Podchodzę do każdego z osobna i pytam. Przy trzecim podejściu natrafiłam na swojego pana. Luuuz, dzień dobry, jestem taka-to-a-taka, będę pana odwiedzać, bla bla bla, porozmawiajmy sobie teraz.

ja: tak dla formalności jak się pan nazywa?
x: iksiński
ja: urodził się pan w roku?
x: 25 lipca 1950
ja: wie pan gdzie się obecnie znajduje?
x: tak
ja: a gdzie?
x: w szpitalu
ja: a w jakim?
x: no wie pani, tym no... psychiatrycznym
ja: a jaką mamy dzisiaj datę?
x: marzec, ale nie wiem który
ja: a rok?
x: 2005
ja: a co takiego się w tym roku wydarzyło?
x: no przecież kampania się skończyła i Tusk jest prezydentem (mina pt. młoda jest to pewnie gazet nie czyta)
ja: poker_face

Postanowiłam nie ciągnąć dalej tematu wyborów i zanotowałam sobie tylko: w dniu dzisiejszym chory niezorientowany co do czasu. Próbowałam z gościem pogadać dalej. Opornie nam to szło. Widocznie stwierdził, że z polityczną ignorantką rozmawiać nie będzie, gdyż i tak za dużo mi powiedział, bo się wycofał i wyraźnie zamknął w sobie. Ponieważ miałam jeszcze sporo wolnego to siedziałam sobie przy jego łóżku dalej. Pewnie dla kogoś, kto by mnie w tamtym momencie obserwował wyglądałam jak idiotka, ponieważ mówiłam w zasadzie sama do siebie, lecz wyszłam z założenia, że przynajmniej przyzwyczaję pana do swojej osoby i mojego głosu, i podświadomie wyślę mu komunikat, że tak łatwo się mnie nie pozbędzie. Posiedziałam, powisiałam momentami otrzymując drobniutkie wtrącenie cennej informacji od pacjenta i sobie poszłam. 

Psychiatria - soł macz fan - nie ma co ;]





piątek, 15 marca 2013

pochwologia

Po egzaminie z gineksów i całej przygodzie z nimi związanej nasunął mi się tylko jeden wniosek. Jeśli kiedykolwiek przeleciał mi przez głowę pomysł pobawienia się w tą speckę to musiałam być albo:

a) pod wpływem substancji odurzających,
b) pod wrażeniem aparycji niektórych młodych rezydentów,
c) zdrowo stuknięta,
d) nieuświadomiona jakie to jest bleee i fuuuj,
e) dowolna kombinacja ww.

To tyle w tym temacie. Szczęśliwie ślicznie zdałam i mam święty spokój. A teraz muszę to w kreatywny i skuteczny sposób odreagować. :P Jakieś sugestie? ;D



poniedziałek, 11 marca 2013

23n+23n


Uwaga, uwaga! Dziś będzie dydaktycznie. ;D

Ekhm... :P Mam zaszczyt przedstawić Szanownemu Państwu proces zapłodnienia. W wielkim skrócie ofc. Znaczy się samo meritum sprawy. Także tego...

Z całej armii sprytnych oraz zdeterminowanych wojowników tylko nieliczni dotrą do celu. Nie ma lekko. Droga, którą muszą pokonać jest żmudna i ciągnie się w nieskończoność. W czasie szaleńczej wędrówki większość żołnierzyków padnie z wycieńczenia. Ci, którzy jakimś cudem przeżyją wpadną na mega wysoki mur obronny. Mur nie do pokonania dla przeciętnych śmiertelników. Będą w niego uderzać i odbijać się niczym piłeczka pingpongowa.

Ping-pong, ping-pong, ping-pong. ;D

Lecz pośród nich znajduje się Ten Jeden Jedyny. Plemnik Zwycięzca. He's the One. I to jemu, i tylko jemu dane będzie dorzucić swoje 23n do puli, tworząc przy tym całkiem nowe autonomiczne mikroskopijne coś


A teraz ilustracja w celu utrwalenia wiadomości!

Jeden obrazek wyraża więcej niż tysiąc słów. 


Dziękuję serdecznie za uwagę, dydaktykę uważam za zakończoną. Nie wiem co prawda czy powinnam zalecać w tym konkretnym przypadku ćwiczenia w domu (choć biorąc pod uwagę ujemny przyrost naturalny to chyba tak;), dlatego też powiem Wam tylko dobranoc życząc przy tym kolorowych snów. :P

sobota, 9 marca 2013

zębonudy

Oto czego się dowiedziałam podczas bloku ze stomatologii:
(to te najbardziej konkretne informacje, cała reszta to było dobijanie kotka za pomocą młotka)

- każdy, podkreślam każdy normalny człowiek powinien mieć dwie szczoteczki do zębów - jedną na rano, drugą na wieczór (jestem więc anormalna i będę musiała jakoś z tym żyć);

- szczoteczki należy dezynfekować zanurzając je w 3% roztworze H2O2* na 24h, a po upływie tego czasu koniecznie trzeba pozwolić im się wysuszyć metodą naturalną (nie uzyskaliśmy odpowiedzi czym powinniśmy myć zęby jeśli obie szczoteczki zechcemy sobie odświeżyć jednocześnie... być może, iż pozostaje nam zjedzenie szczypty pasty^^);


- próchnica jest zła i żeby była próchnica to koniecznie musi być, i ząb, bo bez zęba próchnicy nie może być (padłam trupem, gdy usłyszałam to stwierdzenie);

- szczoteczki miękkie są dla frajerów, a szczoteczki twarde zarezerwowane są tylko dla tych osobników, którzy wiedzą jak należy prawidłowo szczotkować (czytaj: stomatolodzy mogą, reszta nie, bo nie osiągnęła aż tak wysokiego stopnia wtajemniczenia);

- szczotkujemy ruchem wymiatającym, okrężnym i wibrującym, powtarzamy schemat po 10 razy na każdy ząb, a całość nie powinna przekraczać 3 minut (pani nie chciała zademonstrować nam ruchu wibrującego nie wiedzieć czemu); 

- możemy zjeść całą czekoladę na jeden raz i nic nam nie grozi (z wyjątkiem śpiączki hiperglikemicznej i podtuczonych bioder), lecz jeśli ową czekoladę rozłożymy sobie na kilka tabliczek, i będziemy konsumować w pewnych odstępach czasu to sami sobie krzywdę zrobimy, bo w popisowy sposób zepsujemy nasze piękne ząbki (teraz bez wyrzutów sumienia mogę pochłonąć bakaliowe co nieco skoro sama dentystka to rekomenduje);

- gumę należy żuć maksymalnie 10 minut, gdyż w przeciwnym wypadku nieelegancko przypakujemy sobie mięśnie i będziemy wyglądać jak nadmuchany paker, który przesadził ze sterydami (ja żuje aż sobie przypomnę, że powinnam przestać albo aż guma straci swój smak, lecz teraz sumiennie będę odliczać czas i przestrzegać wytycznych - promise!)


Podsumowując: te zajęcia to była jedna wielka strata czasu i subtelne uświadomienie nam, że jesteśmy lekkimi debilami jeśli chodzi o zęby szeroko pojęte. Zwroty niektórych prowadzących świadczyły o tym, iż traktują nas jak istoty co najmniej niedorozwinięte lub reprezentujące wiek przedszkolny (lub niżej). O tym, że jesteśmy życiowo nieporadni wspominać nie będę. Już zdecydowanie bardziej wolę podpierać szpitalne ściany niż wysłuchiwać monotonnego ględzenia o wyższości wiertła a nad wiertłem be i rodzajach wypełnienia ubytków na przestrzeni wieków. Kryptoprzekazem była wyższość stomy nad lekarskim. Pozwolę sobie to pozostawić bez komentarza, gdyż już dawno wyszłam z założenia, że bez sensu jest w jakikolwiek sposób porównywać te dwa zupełnie odmienne kierunki. Lecz jak kto woli...

Heh... Niektórzy to jednak mają ukryte kompleksy.




* H2O2 - jakby nie mogła po prostu powiedzieć w wodzie utlenionej :]

środa, 6 marca 2013

zębodłuby

pani dent.: wiecie, że te zajęcia muszą się odbyć do końca?
my: nieeee
pani dent.: bo muszę was trzymać aż do 20:30
my: gdyż?
pani dent.: takie dostałam odgórne wytyczne
my: eheee, jaaasne
pani dent.: to co was szczególnie interesuje?
my: nic
pani dent.: a ze stomatologii?
my: no nic
pani dent.: no nie róbcie sobie żartów! co chcielibyście wiedzieć o zębach?
my: serio, nic!
pani dent.: no to o czym będziemy rozmawiać przez najbliższe 4 godziny?
kolega: nie będziemy w ogóle
pani dent.: heh... to co? lista i do domu?
my: taaaak!
pani dent.: jestem niezmiernie nieutulona w bólu i rozpaczy! nie pozostaje mi nic innego jak tylko skoczyć z mostu z powodu waszego olewania tak ważnego przedmiotu... uczcijmy to chwilunią ciszy... <cisza> a teraz spadajcie już i pamiętajcie by używać nici dentystycznej! 



poniedziałek, 4 marca 2013

ale czad!

Był HIV, a teraz go nie ma!

Jeśli długofalowa obserwacja potwierdzi szałowe nowinki jakimi podzieliła się ze światem Dr Deborah Persaud to będzie to przełomowy krok w kierunku walki z HIVem u maluchów! Jest to już drugi przypadek wyleczenia na świecie (pierwszy udało się osiągnąć m.in. dzięki przeszczepowi szpiku od osoby naturalnie odpornej na HIV).

A co takiego niestandardowego zrobili amerykańscy lekarze, że akurat im się udało? Ano to, iż postąpili ździebko inaczej niż sugerują to procedury. Podali dziecku trójskładnikowy koktajl leków w 30h po jego urodzeniu jeszcze zanim uzyskali potwierdzenie faktycznego zakażenia (bazowali na prawdopodobieństwie i intuicji). Później, gdy wyniki testów na HIV okazały się być pozytywne podtrzymali agresywne leczenie i przewidywali, iż maluch będzie je przyjmował do końca życia.

Rutynowo po miesiącu ponownie oznaczono poziom wirusa i ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, iż jest on mniejszy od wyjściowego. Co więcej, w dalszych badaniach wykazywał tendencję spadkową aż do niemożności wykrycia go przez standardowe testy diagnostyczne. (Oczywiście poszerzyli panel badań, zaprosili do współpracy specjalistów z innych dziedzin tak by było cacy i by nikt nie mógł się przyczepić do wiarygodności ich dokonania, i wykonali szereg innych nudnych rzeczy, takie medyczne bla bla bla.) W chwili obecnej 2,5 letni bejb ma się dobrze, od roku nie przyjmuje żadnych lekarstw, doktorzy sądzą, iż będzie on wiódł zwyczajne życie jak każdy normalny człowiek, a szansa, że będzie zdolny do zakażenia innych w tym konkretnym przypadku jest bardzo mało prawdopodobna. 

A tu link do artykułu i fragmentu konferencji prasowej dla zainteresowanych. ;)


P.S. A praktyczny z gineksów pchnięty, piąteczka lśni jak złoto. ;D Kolejne kciuki zamawiam za półtora tygodnia na test. :P

piątek, 1 marca 2013

and now push!

Ugrzęzłam w ginekologicznym marazmie. Jestem tym wielce niepocieszona i odczuwam związany z tym dyskomfort. Zasypiam, gdy tylko otworzę jakąkolwiek stronę w podręczniku, także generalnie jest źle. Nie pomaga kawa, yerba, guarana, zapuszkowane energetyki ani nawet autosugestia - mój poziom oporności wydaje się, iż sięgnął zenitu. Nie pamiętam, kiedy tak bardzo mi się nie chciało... No dobra - ściemniam. Przeważnie mi się nie chce, lecz już dawno nie osiągało to takiego natężenia jak w chwili obecnej. I jeszcze w dodatku mam zajęcia od rana do nocy (czytaj od 8:00 do 20:00 z przerwą na obiad na mieście), i po powrocie marze tylko o tym by się przykryć kołderką, i odpłynąć hen daleko w celu doznania świętego spokoju. 


Mogłabym się w sumie obudzić na rozdaniu dyplomów, bo już mi bokiem wychodzi te sześć lat. Ale jeszcze tylko 3,5 miesiąca, jeszcze tylko 102 dni and it's over! 

Heh... Trzeba będzie ścisnąć poślady i dzielnie (mężnie?) to przetrwać, ponieważ nie takich rzeczy człowiek w życiu doświadczał. Prawda? (niech ktoś mi przytaknie!Na moim studenckim horyzoncie majaczą w oddali jeszcze nudniejsze egzaminy, więc zgodnie z zasadą porodówkowej współpracy będę przeć gineksy, gdy tylko przyjdzie silniejszy skurcz (to tak w ramach samopomocy psychicznej;). A skurcz właśnie nadchodzi pod postacią egzaminu praktycznego, który praktyczny jest tylko z nazwy, gdyż tam gdzie przyszło mi zdawać będą mnie maglować ustnie z całości szeroko pojętej. 

Hehe, tak między nami to nie jestem zainteresowana doświadczaniem przedłużonej przyjemności obcowania z tym przefantastycznym przedmiotem, dlatego prewencyjnie chyba zajrzę dziś do książki. Albo jutro. Taaak, zdecydowanie jutro :P


Cytując za demotywatorami:

 takiego farta ma plemnik, któremu udało się zapłodnić komórkę jajową. 

poniedziałek, 25 lutego 2013

gruu grrrrruuuu

I znów zawędrowałam w te rejony youtube, w których ciężko jest wytłumaczyć jakim cudem się tam człowiek znalazł i co w ogóle tam robi. A ja przecież grzecznie sobie szukałam najzwyczajniejszego w świecie porodu kleszczowego i próżniociągu, bo za cholerę nie mogłam sobie tego wyobrazić na podstawie książkowego opisu. Więc tym bardziej czuję się zbita z tropu i totalnie nie czaję, co ma wspólnego trollujący gołąb oraz strollowany kot z moimi gineksami. o.O 

Heh, ten przedmiot ryje mi mózg jak nic.




A oto przykładowe komentarze, które wpadły mi w oko:
(pisownia oryginalna)

1) Maybe he wanted that newspaper? --> ej nieee, ptaszek mi nie wygląda na oczytanego arystokratę

2) Ładny wzór ma to oparcie krzesla. --> mnie tam się ono nie podoba, za niebieskie jest

3) That bird is kind of a dick. --> prawda, nie dość, że irytujący to jeszcze na maksa chamski

4) Ciekawe, ze go nie wpierdolil xD --> też mnie to zaintrygowało, lecz doszłam do wniosku, że w sumie kot i ja mamy bardzo podobne podejście do niektórych działających na nerwy osobników - w sensie, że ich olewamy ciepłym moczem i staramy się nie zauważać

5) Everyone has one idiot friend like this. --> otóż to! otóż to! ja też takiego kogoś mam ;]

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko porzucić zgłębianie szlachetnej wiedzy na temat możliwości ewakuacji płodów z matczynego inkubatora, a w zamian za to nauczyć się strategii postępowania z nadpobudliwymi i wysoce denerwującymi jednostkami bazując na załączonym wyżej przykładzie.

No to w takim razie zen przybywaj! 

piątek, 22 lutego 2013

lista

Takie tam, podczas sprawdzania listy obecności.

dr: Iksiński?
x: obecny!
dr: Igrekowski?
y: jestem!
dr: Zetowski?
x: spóźni się...
dr: a to autobusem jedzie?
x: nieee.... on to idzie
dr: a dziś dojdzie?
koleżanka: on to zawsze dochodzi panie doktorze!
dr: taaaa... ;D



wtorek, 19 lutego 2013

hał hał hał!

Biegnę na zajęcia. Znów za późno wyszłam. Heh, zachciało mi się jajecznicy na śniadanie to teraz mam. I na dodatek jeszcze ten durnowaty śnieg trafiający prosto w oczy. I ten przykryty puchem lód, i te wydeptane ścieżki, które wymuszają nieustanny slalom na chodniku. Ko-cham zi-mę! Dobrze, że dziś nie jest poniedziałek, bo cudownie by się tydzień zapowiadał. No ale jak trzeba to trzeba. Przecież świat się zawali jeśli się spóźnię, szpital nie ruszy, zabiegi się nie zaczną, pacjenci nie będą się leczyć, nie wspominając już o fascynującym seminarium - bo ono to na bank się beze mnie nie rozpocznie! :]

Więc gnam na złamanie karku (tudzież kończyn;) na skróty pomiędzy blokami. Wieczorami strach tamtędy przechodzić, lecz mam świadomość, iż o poranku wszystkie większe zbiry jeszcze smacznie i błogo śpią jak te niewinne aniołki, także czuję się w miarę bezpiecznie.


Idę, idę, idę i z daleka widzę prześlicznego szczeniaczka wesoło biegnącego w moim kierunku z oczojebną pomarańczową frotką na główce (shih tzu jakby ktoś był ciekawy). No i ten piesio biegnie, biegnie, biegnie, a w oddali słychać twardy, niski męski głos:

Puszek, qrwa, tylko nie na ulicę!

Przystanęłam, zlokalizowałam potencjalnego właściciela i parsknęłam niekontrolowanym śmiechem. Po drugiej stronie chodnika stał jakiś taki sztucznie nadmuchany gość w kapturze, w dresikach z pumy, z rękami w kieszeni, obowiązkową gumą w paszczy i standardowym złowrogim spojrzeniem spode łba. Pewnie gdyby było ciemno to bym się może nawet i lekko przelękła. Lecz jego widok w połączeniu z mega słitaśnym i przeuroczym psiakiem stanowił tak niesamowity kontrast, iż nie mogłam przestać się rechotać. 

Ale jakimś tak cudem zdołałam się w miarę ogarnąć, pogłaskałam Puszka, który ochoczo podskakiwał wymachując szczęśliwie ogonkiem na prawo i lewo, po czym przeszłam przez jezdnię, i mijając groźnego blokersa rzuciłam tylko przez ramię: masz spoko psa obronnego koleś! 





piątek, 15 lutego 2013

jeju!

Całe trzy dni zajęć w tym tygodniu to było stanowczo za wiele. Urologia w obecnym semestrze mnie nie zachwyciła ani nie porwała. Wystałam się w większości przypadków jak ta ostatnia naiwna na korytarzu podpierając ściany, gdyż nikt się nami zająć nie chciał, nasłuchałam się wszystkich możliwych plotek przekazywanych lotem błyskawicy z ust do ust i przeszłam kolejną grę w telefonie. To tak w ramach krótkiego podsumowania. Nie wiem jak przeżyję kolejny blok, który trwać będzie aż dni pięć i który zapowiada się równie iście fascynująco.

Kariera jedynej kobiety-urolożki na oddziale już też mnie przestała kręcić po tym jak do gabinetu wszedł chłopaczek lat +/- 25 i momentalnie zbladł widząc oprócz lekarza-mężczyzny również nas-studentki. Idę o zakład, że w pierwszym odruchu chciał stamtąd uciec, lecz nie za bardzo miał jak. No i o dziwo nie miał ochoty się dobrowolnie przy nas rozebrać. Peszek jak nic, nie wiem co się dzieje z dzisiejszymi facetami! ;D 


Swoją drogą ciekawym jest fakt, iż faceci na urologii są niechętni jakiemukolwiek badaniu przez studentów, natomiast kobiety na ginekologii nie mają z tym aż tak wielkiego problemu...

Tak czy siak naoglądałam się najróżniejszych męskich kawałków ciała, za więcej grzecznie podziękuję, to nie jest to, co chciałabym robić na co dzień przez resztę swojego życia. :P





A od rana nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nigdzie. Chyba przechodzę kryzys twórczy. Siadam przy biurku, otwieram książkę, czytam i momentalnie dopada mnie znudzenie w pomieszaniu z irytacją. Wstaję, idę do kuchni po kawę/herbatę/sok/wodę, zaglądam do lodówki dla samego faktu zaglądnięcia, zamykam drzwiczki i wracam do siebie. I tak w koło Macieju. 

Zdiagnozowałam sobie niepokój ruchowy, któremu towarzyszy nieodparta chęć dokonania egzekucji na podręczniku do gineksów. Jeju, jakie to nudne jest! Na początku autor zaserwował mi cudowną opowieść o bajecznym akcie zapłodnienia, takie tam pszczółki i inne bzyki,  po czym przez kilka kolejnych stron z uporem maniaka pochylał się nad zarodkiem. Jaki on piękny i mądry, jak wie co ma po kolei zrobić, co wykształcić, co uruchomić. W ogóle jaki jest glamour i sexy. Gdy już skończył zarodkową epopeje na miarę Mickiewicza to zaczął nawijać o płodzie: że sika i łaskawie pozwala nam podglądnąć swoją płeć, że się rusza i otwiera oczęta, płód to i płód tamto. No ileż można! Po dotarciu do części właściwej ginekologii doszłam do błyskotliwego wniosku, że już lepsza była ta bajeczka o embrio-zarodko-płodo-bejbie niż horror jaki serwuje nam zbuntowana macica i rozhulane jajniki. 

I tym sposobem aktualnie mam serdecznie dość! Idę na spacer, a pochwologii mówię stanowcze nie!