Dobry dzień! A w zasadzie, witam o świcie ;)
To była najlepsza domówka jaką udało mi się zorganizować i na jakiej byłam w swojej dotychczasowej karierze studenckiej. Przyjechali przyjaciele z Wrocka, wpadł kumpel z liceum, bardzo dobra koleżanka i się samoistnie wszystko ładnie rozkręciło. Totalny spontan. Najpierw oczywiście plener, potem lans w bardzo popularnym klubie w mieście, podziwianie starówki, obowiązkowy tour po okolicy, a następnie kontynuacja u mnie w mieszkaniu i rozkmina na tematy filozoficzno - egzystencjalno - futurystyczne. I nikt się nie nudził, nikt nie marudził. Ba! Nikomu do głowy nie przyszło by zerknąć na zegarek! Jednym słowem było beztrosko! Och, szkoda, że tak rzadko spotykamy się w sprawdzonym, starym gronie, które pomimo upływającego czasu nadal potrafi ze sobą rozmawiać i świetnie się czuje we własnym towarzystwie.
Hmm... tak się właśnie zastanawiam, czy opłaca mi się iść spać mając w perspektywie jakąś godzinę wypoczynku? ;D
P.S. Nie miałam pojęcia, że o tej porze ptaszki tak radośnie ćwierkają! ^^